"Sport jest odskocznią od świata kultury"

Wywiad z Panią Dominiką Malik! - część I 

Poniżej prezentujemy wywiad z Panią Dominiką Malik - nauczycielką muzyki i opiekunką szkolnej świetlicy. Rozmowę przeprowadził i spisał Mateusz Antczak (uczeń I LO), który poruszył tyle fascynujących tematów, że jesteśmy zmuszeni podzielić wywiad na dwie części. Życzymy miłej lektury, nie pożałujecie! 

Mateusz Antczak: Jest Pani jedną z tych osób, które stały po dwóch stronach „barykady”. Mówię tu o relacjach uczeń – nauczyciel. Jak wyglądały Pani kontakty z profesorami?

Dominika Malik: Myślę, że nie sprawiałam kłopotów moim nauczycielom, ale mam w tej kwestii niemałe doświadczenie. Moi koledzy z klasy byli bardzo kreatywni. Mieli niezliczoną ilość pomysłów na wyprowadzenie profesorów z równowagi i udawało im się to dosyć skutecznie. Niejedna afera była związana z naszą klasą.

A która z nich utkwiła Pani najbardziej w pamięci?

Nie chciałabym podpowiadać nikomu - zwłaszcza uczniom naszej szkoły - w jaki sposób dopiec nauczycielom (śmiech). Chodziłam do szkoły muzycznej, mieliśmy wiele możliwości, aby dokuczać naszym wychowawcom. Bardzo popularne było dopasowywanie do pseudonimu danego profesora odpowiadającego mu motywu muzycznego. I tak na przykład, nasza nauczycielka od języka angielskiego o przezwisku „koń”, przechadzając się szkolnymi korytarzami, na każdym kroku słyszała piosenkę pt. Konik na biegunach. Uczniowie wygrywali ją na wszelkich możliwych instrumentach, począwszy od fletów aż po akompaniament pianina.

Do 2013 roku studiowała Pani kulturoznawstwo na Uniwersytecie Łódzkim. Jak wspomina Pani życie w Łodzi i czy chętnie tam Pani wraca?

Życie w Łodzi wspominam rewelacyjnie. Do tego stopnia, że rozważałam nawet pozostanie w tym mieście. Myślę, że Łódź jest bardzo podobna do Bielska. Może nie jest tak malowniczo położona, ale utożsamia je architektura i „charakter”. Oczywiście Łódź jest zdecydowanie większą miejscowością, ale widoczne są relacje byłych miast włókienniczych. Zapamiętałam to miejsce z bardzo dobrej strony. Łódź się intensywnie rozwija, kładzie ogromny nacisk na kulturę – co mnie bardzo cieszy. A jeżeli chodzi o same studia, to również wspominam je świetnie. Kulturoznawstwo to interesujący kierunek, na którym można spotkać wiele ciekawych osób.

Rozumiem, że jak tylko znajdzie Pani chwilę czasu wolnego, to chętnie wraca Pani do Łodzi?

Staram się w zasadzie każdy wolny weekend spędzić w Łodzi. Spotykam się z przyjaciółmi, odwiedzam stare „kąty”. Przyciąga mnie również duży wybór wydarzeń kulturalnych. Bardzo chętnie tam wracam i mogę każdemu polecić to miasto.

Z racji tego, że jesteśmy szkołą sportową, należałoby poruszyć również tę dziedzinę życia. Była Pani zaangażowana w tegoroczne Letnie Grand Prix w skokach narciarskich. Na czym polegała Pani praca?

Podczas Letnich Grand Prix w skokach narciarskich pracowałam w biurze zawodów. Jest to ciekawa praca, która polega głównie na logistyce... Zakwaterowaniu zespołów, które przyjeżdżają na zawody, odpowiadaniu na wszelkie ich wątpliwości i zapytania, zaplanowaniu ich czasu, uwzględniając trening siłowy, trening na hali, grę w siatkówkę. Musimy także zorganizować transport na zawody, jedzenie, spotkania z dziennikarzami itp. Jest to okazjonalna praca, która zdarza się dwa razy w roku – przy okazji właśnie Letniego Grand Prix i Zimowego Pucharu Świata. Dla mnie jest to odskocznia od świata kultury. Cała moja rodzina jest związana ze sportami zimowymi, głównie ze skokami narciarskimi. Mój dziadek i mój tata mieli okazję reprezentować Polskę na olimpiadzie w tej dyscyplinie. Ja we wczesnym dzieciństwie się wyłamałam i oznajmiłam rodzicom, że nie będę jeździć na nartach, tylko pójdę do szkoły muzycznej (mimo że zdarzało mi się odnosić sukcesy w slalomie). W zasadzie jestem jedyną osobą w moim domu, która nie kontynuowała tego sportowego kultu. Więc kiedy zaczęłam pracę przy Polskim Związku Narciarskim, wszyscy w rodzinie mówili mi: „No nie udało Ci się. Tak się starałaś, żeby w tym sporcie nie być, a jednak i tak tu wylądowałaś”. Teraz, jak pracuję w szkole sportowej, to tym bardziej każdy mi mówi, że nie da się oszukać przeznaczenia (śmiech).

                                   

A czy oprócz sportów zimowych jeszcze jakieś dyscypliny są Pani bliskie?

W zasadzie nie. Poprzez pracę w Rekordzie staram się być na bieżąco z piłką nożną, żeby móc nawiązać kontakt z uczniami. Ale skoki narciarskie i trochę też kombinacja norweska (połączenie skoków i biegów narciarskich) są mi najbliższe.

Pani dyrektor Bożena Rogolińska stwierdziła, że jest Pani nieocenioną osobą dla naszej szkoły. Pani zaangażowanie w życie SMS, jak i niezliczona ilość pomysłów oraz rozwiązań są potwierdzeniem tych słów. Jednak najbardziej godny podziwu jest Pani wkład w świetlicę szkolną. Bez wątpienia nie jest Pani osobą, która nie lubi pracy z młodzieżą.

Dziękuję za miłe słowa. Bardzo lubię dzieciaki i tę pracę, daje mi ona dużo radości. Jest to dla mnie też nowe doświadczenie, ponieważ wcześniej nie pracowałam jako opiekunka ze świetlicy. Chociaż w czasie studiów pedagogicznych odbywałam praktyki właśnie w tej roli. Już wtedy czułam, że tak się to może potoczyć... Jest to specyficzny zawód, ponieważ spędzam z uczniami bardzo dużo czasu. Fascynujące jest obserwowanie rozwoju i zmian zachodzących czasami już po kilku miesiącach. Uczniowie często sprawiają wrażenie zagubionych, a następnie rosną i odkrywają siebie. Może nie jest to najłatwiejsza rola, ale satysfakcja z pracy wynagradza cały trud.

Oprócz aktywnego uczestniczenia w życiu naszej szkoły zajmuje się Pani również organizacją imprez, głównie o charakterystyce muzycznej, ale nie tylko. Jak wygląda Pani współpraca z Teatrem Lalek Banialuka w Bielsku-Białej?

Z Teatrem Lalek Banialuka związana jest piękna historia. Kiedyś marzyłam o pracy w teatrze. Jak już wspominałam, ukończyłam promocję sztuki na Uniwersytecie Łódzkim i dzięki temu dostałam się do działu impresariatu, czyli działu zajmującego się sprzedażą biletów, organizowaniem spektakli w teatrze, jak i poza nim. Było to bardzo cenne doświadczenie w mojej pracy zarządzania eventami kulturalnymi. Nigdy nie myślałam, że będę w stanie jednego dnia obejrzeć tak wiele spektakli. Zobaczyłam wtedy wszystkie sztuki, jakie wystawiała Banialuka i w dalszym ciągu to kontynuuję. Staram się oglądać wszystkie premiery. Bardzo lubię teatr lalek - przeniesienie gry aktorskiej na marionetkę. Polecam każdemu ten oryginalny sposób powrotu do dzieciństwa.

A który z tych wszystkich spektakli zapadł Pani najbardziej w pamięci?

Myślę, że jednym z moich ulubionych spektakli jest Pierścień i róża, głównie ze względu na jego musicalowy charakter. Jest to przedstawienie dla młodzieży. Natomiast jeżeli miałabym wybrać spośród tych, przeznaczonych dla jeszcze młodszej widowni, byłby to Król Maciuś Pierwszy.

A co sądzi Pani o kontrowersyjnej, dla wielu niezrozumiałej sztuce Zielona Gęś Gałczyńskiego?

Moim zdaniem, Zielona Gęś była bardzo trafiona. To była sztuka, która została zrealizowana przez teatr i aktorów w dobrym momencie. Trochę „wsadza kij w mrowisko”. Nakłania do rozmów o polityce. Również pokazuje, jak to życie polityczne pomimo upływu lat pozostaje niezmienione. Już w czasach, kiedy tworzył Gałczyński przysparzało ono społeczeństwu wiele problemów i to pozostało do dnia dzisiejszego. W dalszym ciągu postępowanie polityków jest dla nas niezrozumiałe i się z nim nie zgadzamy.

CZĘŚĆ II WYWIADU JUŻ ZA KILKA DNI!

 

 

Dyktando z okazji Święta Niepodległości

Dokonywać cudów za pomocą wehikułu... 

O Iranie i nie tylko

Wywiad z Panią Dominiką Malik! - część II

Litewska przygoda Erasmusa

Relacja Wiktorii Berdys...

"Sport jest odskocznią od świata kultury"

Wywiad z Panią Dominiką Malik! - część I 

Relacja z konkursu plastycznego

Nasi uczniowie wzięli udział w konkursie plastycznym "Mural kredowy"...