O Iranie i nie tylko

Wywiad z Panią Dominiką Malik! - część II

Jest Pani również koordynatorem organizowanego w Bielsku-Białej Festiwalu Muzyki Crossover. W marcu po raz drugi do naszego miasta przyjechali artyści o uznanej marce na scenie muzycznej, tacy jak Motion Trio czy Adam Ben Ezra. Czy mogłaby Pani szerzej opowiedzieć o organizacji festiwalu i charakterystyce muzyki crossover?

Muzyka crossover przyjechała do nas z Zachodu. Moi przyjaciele z czasów szkolnych studiowali w Wiedniu i tam już powoli powstają takie kierunki na uczelniach. Jest to muzyka, która łączy w sobie wiele elementów sztuki. Trochę teatru, żartów scenicznych. Obecnie występuje to już w prawie każdym gatunku muzycznym. Trudno obronić się dźwiękami, koncentrującymi się wyłącznie na hip-hopie, metalu, czy bluesie. Ważne jest, aby łączyć ze sobą różne rodzaje muzyki. Na Zachodzie zostało to już nazwane - do nas to dopiero wkracza. Wiemy, że festiwal podoba się publiczności. Na tyle, że podobny został zorganizowany pod koniec września w Jaworznie. Mamy nadzieję, że ten projekt także się powiedzie. Jeżeli chodzi o genezę naszego pomysłu, to wpadli na niego chłopcy z zespołu The ThreeX, którzy studiowali podobny kierunek sztuki. Poznali tam osoby tworzące taki gatunek muzyki, jak oni i w konsekwencji postanowili pokazać go szerszej publiczności. Pierwsza i druga edycja zakończyły się niemałym sukcesem. Mamy nadzieję, że trzecia - do której się teraz przygotowujemy – będzie równie udana. Naszym zamysłem jest zaskoczenie widzów. Liczymy, że osoby, które normalnie nie chodzą na koncerty muzyki klasycznej, zakochają się w tych dźwiękach. Niekoniecznie w jej starej dobrej odmianie, ale właśnie w jej współczesnych brzmieniach. Jeżeli chodzi o stronę organizacyjną, to Bielsko jest wdzięcznym miastem dla festiwali muzycznych. Każdy każdego zna. Jeżeli tylko dobrze i wcześnie rozpuści się wici o imprezie, to ma ona prawo powodzenia.

Wracając jeszcze do niekonwencjonalnych artystów muzyki crossover... Sposób wykorzystania przez wspominanego już Adama Ben Ezrę kontrabasu jest niebywały.

Muzyka Adama Ben Ezry jest ujmująca i udało nam się zaprezentować ją w pięknym miejscu. Staramy się, aby nasze widowiska nie odbywały się wyłącznie w salach koncertowych. To akurat, miało miejsce w atrium bielskiego muzeum na Zamku książąt Sułkowskich. Kosztowało nas to ogromny nakład pracy, ponieważ pomieszczenie nie było przygotowane do koncertów - ani akustycznie, ani technicznie, ale wrażenia wizualne i atmosfera w tym miejscu, nadały temu wydarzeniu nieoceniony kształt. Zespoły, które zapraszamy, nie są znane polskiej publiczności. Są to artyści niszowi, ale myślę, że warto poświęcić im trochę uwagi. Doskonale pamiętam pierwszy koncert naszego festiwalu w wykonaniu zespołu z Wiednia – BartolomeyBittmann. Po zejściu ze sceny duetu smyczkowego naprawdę można było odczuć, że widowni zaparło dech w piersiach. Każdy potrzebował chwili dla siebie, żeby przeżyć jeszcze raz to, co się wydarzyło... Osoby, które już uczestniczyły w naszym festiwalu doskonale wiedzą, że będą to niekonwencjonalne widowiska i będzie to ciekawe doświadczenie, więc o brak publiczności nie musimy się martwić. Mogę uchylić rąbka tajemnicy, że podczas najbliższej edycji występować będzie kwartet puzonowy. Puzon kojarzy się wszystkim z orkiestrą dętą, ewentualnie graniem „pod nóżkę”. Mam nadzieję, że po tym koncercie oblicze tego instrumentu zostanie zmienione.

                         

Jest Pani osobą, która posiada w sobie wewnętrzną motywację do ciągłego udoskonalania swoich umiejętności, między innymi muzycznych. Na ilu instrumentach potrafi Pani grać?

Tak naprawdę, to na fortepianie i flecie poprzecznym. Jestem instruktorem gry na obu tych instrumentach. W zasadzie flet poprzeczny jest dla mnie ważniejszy, ponieważ to na nim ukończyłam naukę w szkole muzycznej i uzyskałam tytuł zawodowego muzyka. Swego czasu miałam okazję grać na flecie poprzecznym i prostym sopranowym w zespole barokowym. Wiadomo, że fortepian jest bardziej użytkowy, z tego powodu częściej zasiadam do pianina, ale moją prawdziwą miłością są jednak flety. Nie tylko poprzeczne, ale wszystkie jego rodzaje. Doskonale wiedzą o tym moi znajomi, którzy z przeróżnych zakątków świata starają się przywozić mi właśnie te instrumenty. Posiadam już niezłą kolekcję wszelkiej odmiany fletów, począwszy od kolumbijskich, aż po fletnie pana z Peru.

Lubi Pani podróżować, poznawać nowe kultury. Gruzja, Azerbejdżan, Iran, Grecja, Armenia... Którą ze swoich wszystkich wypraw uważa Pani za najbardziej egzotyczną?

Zdecydowanie najbardziej egzotyczna była podróż do Iranu. Jestem bardzo szczęśliwa, że udało mi się odwiedzić ten piękny i ogromny kraj. Nie sposób jest zwiedzić go w całości, w związku z czym myślę, że jeszcze tam powrócę. Było to niezwykle ciekawe doznanie, głównie ze względów kulturoznawczych. Poza różnicami w architekturze, ubiorze ludzi na ulicach, zwyczajach, najciekawszy jest ten brak pewności i świadomości, jak powinniśmy zachować się w nowo napotkanych sytuacjach. To, co dla nas jest oczywiste i w czym nie widzimy żadnego problemu, jak np. podanie sobie ręki, przytulenie drugiej osoby - czasami jest nieakceptowane społecznie w innej kulturze. Bardzo rzadko przytrafia nam się to w dorosłym życiu. A tu, opuszczając strefę własnego komfortu i przyzwyczajeń znajdujemy się w środowisku, w którym nie znamy barier etycznych. Również bardzo ciekawym doświadczeniem była naturalna dla muzułmanek separacja od części męskiej. Czy jesteśmy w stanie - patrząc przez pryzmat standardów europejskich - wyobrazić sobie sytuację, w której podczas jazdy autobusem jesteśmy odgrodzeni od przeciwnej płci? Największym problemem w tej sytuacji nie był sam fakt, że zmuszona zostałam do stania wyłącznie pomiędzy kobietami, gdyż to również było interesujące doznanie, ale komunikacja z drugą osobą. Akurat po Iranie podróżowałam z moim kolegą i było to dla nas bardzo duże utrudnienie, np. w ustaleniu przystanku, na którym wysiadamy. Całą drogę oddzielała nas nieprzeźroczysta szyba. Równie ciekawa była wycieczka, którą odbyłam po pierwszym roku studiów. Podjęłam się szalonego wyzwania przebycia drogi do Hiszpanii autostopem. Jedna z moich przyjaciółek przeprowadziła się właśnie do tego słonecznego państwa i postanowiłyśmy wraz z inną koleżanką ją odwiedzić. Tym bardziej motywował nas fakt, iż zbliżały się wtedy jej urodziny, więc chciałyśmy je świętować razem. Byłyśmy studentkami. Samoloty nie były jeszcze tak dostępne i popularne, więc wyruszyłyśmy autobusem. Podróż trwała pięć dni! Nie był to najszybszy rodzaj komunikacji, ponieważ drogę do Kadyksu (jedno z najbardziej wysuniętych na południe miast Hiszpanii) przebyłyśmy w cztery dni... Po tamtej wyprawie jeszcze parę razy zdarzało mi się podróżować autostopem po Europie.

                        

Rozumiem, że podczas podróży stawia Pani bardziej na spontaniczność i nie trzyma się Pani kurczowo wcześniej ustalonego planu?

Są dwa sposoby na ciekawą wyprawę. W pierwszym wypadku trzeba dysponować dużą ilością wolnego czasu. Wtedy można pozwolić sobie na podróż autostopem, zmiany zaplanowanych przejazdów, dostosowanie się do sytuacji. A drugi sprawdza się w przypadku, kiedy dysponujemy większymi nakładami finansowymi, ale nie mamy zbyt dużo czasu. Obecnie jestem zmuszona stawiać częściej na tę opcję. Odkładam pieniądze, mój kalendarz nie jest już tak elastyczny jak wcześniej.

Organizowała Pani wraz z Fundacją Drachma Międzynarodowe Warsztaty Gospel. Często występuje Pani w roli wolontariuszki?

Bardzo często, ponieważ sprawia mi to przyjemność. Uważam, że ważne jest, aby znaleźć dla siebie pewną przestrzeń w życiu, w której nasza praca nie jest motywowana zyskiem, a czyimś szczęściem. Dostarczanie drugiej osobie pozytywnych emocji jest nieopisanym uczuciem. Życie nauczyło mnie, że różnego rodzaju wolontariaty naprawdę potrafią oddziaływać na społeczeństwo i mają ogromną moc. Międzynarodowe Warsztaty Gospel odbyły się w Bielsku po raz ósmy. Kiedy pomagałam przy pierwszej edycji, rozpoczynałam studia. Było to dla mnie bezcenne doświadczenie. Dzięki warsztatom nauczyłam się m.in. komunikacji z innymi ludźmi, wielu aspektów technicznych (od obsługi komputera po załatwianie najpotrzebniejszych spraw przy organizacji imprez). Wszystkie te umiejętności wykorzystywałam później w dorosłym życiu i używam ich do dziś. Nigdy się nie wie, kogo można poznać przy okazji takich imprez... Dla przykładu, pierwsze moje zetknięcie się z konkursem skoków narciarskich odbywało się właśnie na zasadzie wolontariatu. Roczny pobyt w Armenii też nie wziął się znikąd... Wszystko działo się za sprawą projektu Unii Europejskiej o nazwie Wolontariat Europejski, dzięki któremu zwiedzanie i poszerzanie własnych horyzontów mogłam łączyć z równie pożyteczną działalnością charytatywną. Tym bardziej zachęcam wszystkich do uczestniczenia w podobnych inicjatywach.

Można to nazwać korzyścią obopólną. Pomagając innym, sami rozwijamy się nie tylko duchowo, ale i fizycznie.

Dokładnie tak. Wolontariat pozwala nam zdobyć nowe doświadczenia i odkryć nowego siebie. 

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję, Mateuszu.

Wywiad zrealizował Mateusz Antczak (uczeń I LO)

 

Dyktando z okazji Święta Niepodległości

Dokonywać cudów za pomocą wehikułu... 

O Iranie i nie tylko

Wywiad z Panią Dominiką Malik! - część II

Litewska przygoda Erasmusa

Relacja Wiktorii Berdys...

"Sport jest odskocznią od świata kultury"

Wywiad z Panią Dominiką Malik! - część I 

Relacja z konkursu plastycznego

Nasi uczniowie wzięli udział w konkursie plastycznym "Mural kredowy"...