r "Sama podróż ekscytuje"

"Sama podróż ekscytuje"

Wywiad z Michałem Kałużą - część II

Mateusz Antczak: Pierwszy mecz na Mistrzostwach Europy zremisowany z wielką Rosją to była sensacja i ogromna euforia. Obudziliście w Polakach mocno uśpioną przed turniejem nadzieję. Gra naszej drużyny w drugim mecz z Kazachstanem także wyglądała imponująco. Jednak rezultat 1:5 na pewno pozostawia dość spory niedosyt. Uważasz, że gdyby trener Korczyński skorzystał z tych zawodników, których powołań domagają się kibice, to wynik wyglądałby inaczej? 

Michał Kałuża: Wiadomo, że po fakcie każdy z nas chętnie dokonałby jakiś zmian w swojej grze. Myślę, że trener także pokusiłby się o pewne roszady. Trudno powiedzieć, co poszczególne osoby wniosłyby do kadry. Nie dowiemy się tego, dopóki nie zostaną powołane… Uważam, że kluczową rolę odegrało doświadczenie, zwłaszcza w tym drugim spotkaniu. Przegraliśmy je, nie tyle personaliami, co po prostu ograniem na międzynarodowym poziomie. Żaden z zawodników występujących na co dzień w polskiej lidze nie posiada takiego doświadczenia. Kazachowie podeszli do tego meczu inaczej niż zrobili to Rosjanie. Wiedzieli, czego mogą się po nas spodziewać i doszczętnie tę wiedzę wykorzystali.

Myślisz, że ten pierwszy, zaskakująco dobry wynik, zadziałał na naszą drużynę motywująco, czy w kontekście dalszych losów turnieju okazał się dla nas zgubny?

Pierwsze spotkanie na mistrzostwach to była przyjemność. Pozytywny dreszczyk emocji. Duża niewiadoma, w przeciwieństwie do drugiej rywalizacji, w której sukces wydawał się być na wyciągnięcie ręki. Trudno jednoznacznie określić, czy mecz z Rosjanami był dla nas zgubny, czy po prostu Kazachstan okazał się zbyt silną drużyną.

Spośród najlepszych reprezentacji na świecie, masz już na swoim koncie mecze przeciwko Włochom, Hiszpanii,  Portugalii, Rosji oraz Kazachstanowi. Które z tych wszystkich spotkań jest dla ciebie najważniejsze?

Występ na Mistrzostwach Europy to było spełnienie marzeń. Mile wspominam mecz z brązowymi medalistami tego turnieju, Rosjanami. Nie można również pominąć remisu z Hiszpanią w kwalifikacjach. To dzięki niemu pojechaliśmy do Słowenii. Te dwa spotkania stawiam na równi.

A jakie emocje wzbudza w tobie zbliżający się dwumecz z Brazylią, który rozegracie 30. marca oraz 1. kwietnia? Myślę, że tej reprezentacji chyba nikomu nie trzeba przedstawiać.

Sama podróż zarówno ekscytuje, jak i przeraża. Pierwszy przystankiem będzie Paryż. Stamtąd czeka nas jeszcze jedenastogodzinny lot… Na pewno szykują się dwa bardzo trudne spotkania. Jeszcze nie wiemy, w jakim składzie personalnym zagra Brazylia. Czy przyjadą zawodnicy grający na co dzień w Europie, czy przystąpią do meczu wyłącznie futsalowcami z ligi brazylijskiej? Dla mnie to kolejna okazja, aby pokazać się z jak najlepszej strony.

Odczuwasz dużą presję, gdy zewsząd słyszysz, że jesteś największą nadzieją polskiego futsalu?

Takie opinie zdecydowanie bardziej mnie cieszą niż stresują… Największą presję odczuwałem podczas Mistrzostw Europy przed drugim meczem. „Na papierze” Kazachowie wydawali się łatwiejszym rywalem i to na nich byliśmy bardziej nastawieni. Z Rosją zagrałem na dobrym poziomie i nie wypadało go obniżać. Dużo mówiło się o mojej osobie. Spotkałem się z wieloma wpisami na mój temat na Facebooku. Szczególnie w pamięci utknął mi jeden komentarz, na który natknąłem się w dzień naszego spotkania z Kazachstanem. Brzmiał on mniej więcej tak: „Zobaczymy, co zrobi dzisiaj”. Na co dzień, czy to w lidze polskiej, czy w Lidze Mistrzów, nie doświadczam takich sytuacji. Wiadomo, że towarzyszy mi pewnego rodzaju adrenalina, ale nie można tego nazwać presją.

Powiedziałeś, że sprawdzasz przed meczami Facebooka. Czyli nie jesteś typem zawodnika, który przed spotkaniem zupełnie odcina się od reszty świata?

Nie angażuję się zbytnio w życie medialne, ale zdarza mi się śledzić opinię publiczną. Głównie na Facebooku. Tego nie da się uniknąć. Żyjemy w czasach, w których telefony mają bardzo duży na nas wpływ. Kuszą powiadomieniami. Zazwyczaj nie „odcinam się” całkowicie, ale staram się jak najmniej czytać internetowych treści.

Czyli mogę liczyć, że na ten wywiad też raczysz spojrzeć (śmiech)?

Zdecydowanie. Na to na pewno znajdę czas.

                                   

Gdy wychodzisz na parkiet, to nie krążą ci po głowie myśli, że ten konkretny mecz może okazać się przełomowym w twojej karierze?

Raczej zdarza mi się to po meczu. Szczególnie, gdy rozegram dobre zawody. Muszę się przyznać, że wtedy przywołuję tego typu myśli. Gra na Zachodzie to na pewno moje ciche marzenie, a zarazem kolejny cel. Chciałbym sprawdzić się w jednej z najlepszych lig na świecie.

Dużo przed Mistrzostwami Europy mówiło się o zainteresowaniu twoją osobą klubów z czołowych lig europejskich. Ten turniej miał stanowić dla ciebie pewnego rodzaju sprawdzian, który, nie tylko moim zdaniem, zdałeś na piątkę z plusem. Dużo furtek otworzyło się po tych występach?

Tak, spotkałem się z dość dużym odzewem ze strony różnych klubów. Do dziś mam kontakt z jednym z nich. Nie chcę się  zajmować rozmowami z menadżerami, czy też trenerami. Cały czas mam ważny kontrakt w Rekordzie. Tutaj jestem szczęśliwy. Uczę się, mam mieszkanie, rodzinę, dziewczynę, przyjaciół – wszystko na miejscu. W mieście, w którym się urodziłem i żyję od lat. Jestem mocno przywiązany do tego miejsca i to w zasadzie jedyny czynnik, który staje mi na drodze. Nigdzie się nie śpieszę, ale jeżeli pojawi się jakaś dobra propozycja, to raczej z niej skorzystam. Uważam, że moje odejście jest kwestią czasu i tylko poprzez regularne, dobre występy mogę zapracować na wymarzoną ofertę.

„Michał Kałuża będzie pierwszym Polakiem, który zrobi karierę na Zachodzie.” Często słychać takie opinie. Motywujące, co nie?

Muszę przyznać, że w ostatnim czasie dość często się z tym spotykam. Nie chcę robić nic pochopnie. Jestem młody, mam czas. Daję sobie jeszcze jeden rok. Tym bardziej, że w tym sezonie najprawdopodobniej obronimy Mistrzostwo Polski, co jest jednoznaczne z grą na europejskim poziomie w Lidze Mistrzów. Liczę także na powołania do reprezentacji, które dadzą mi regularną szansę pokazywania swoich umiejętności. Chcę jeszcze wygrać kilka trofeów z Rekordem, zagrać w ostatnich dla mnie Młodzieżowych Mistrzostwach Polski U-20 i dopiero potem będę myślał nad konkretnymi ofertami. 

Dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję.

Dzień Nauczyciela

12.10.2018r., w związku ze zbliżającym się Dniem Edukacji Narodowej, powszechnie znanym jako Dzień Nauczyciela, pojawiło się w szkole wiele...

Licealna bitwa z happy endem!

5-tego października doszło do starcia, które na kartach historii zapisało się wielkimi zgłoskami! W bitwie pod Żywcem dwie armie złożone z...

Energetyczna klasa VIII w Energylandii

Początkiem października klasa VIII Szkoły Podstawowej udała się na wycieczkę do Energylandii. Była to nagroda za najlepszą frekwencję w...

Święto dla każdego „lenia” to cukierki i zwolnienia

1 października obchodziliśmy w naszej szkole Dzień Chłopaka. Z tej okazji uczennice klasy 3 gimnazjum, jako reprezentantki żeńskiej części...

Jak zostać radnym? Odpowiedź jest prosta…

Wybory do Młodzieżowej Rady Miasta zbliżają się wielkimi krokami. 10-tego października ze wszystkich klas licealnych wybranych zostanie dwóch...